Monday, 25 October 2010

# 785 - Go It Alone - Histories



Chyba nikt mnie nie zabije jak stwierdzę ,żę ludzie związani ze sceną SXE/HC graja najlepszego hardcora? Go It Alone potwierdza regułe . Szybki i bezkompromisowy hardkor z Vancouver. Jak ktoś lubi takie kapele jak Blue Monday czy Get The Most to gorąco polecam.


Go It Alone - Histories


http://www.myspace.com/goitalonehc

Friday, 22 October 2010

# 784 - Masakari - The Prophet Feeds

No dobra, wydaje mi się, że czas trochę zbastować, zrobić choć jednego poważnego posta i nie prowokować odruchów wymiotnych u osób czytających opisy (choć i tak wiem że tego nikt nie robi)...
MAMY CIĘ! NIE BĘDZIE UŁOŻENIA, KULTURY, HETEROSEKSUALIZMU, BRUDU! VIVA LA HOMO, JESIENNE SZALE I BEZWSTYDNOŚĆ!

Zresztą, jak można usiedzieć spokojnie na czterech literach mając na uszach kawał obrzydliwie jurnego grania? Bo takie właśnie jest Masakari. Chłopaki dopierdalają po bębenkach prawie jak wściekły, stary kataryniarz po bebechach swojej małpki po całodziennym kręceniu korbką i śpiewaniu skocznych piosenek o nocnym życiu. Masakari najzwyczajniej w świecie powala. "The Prophet Feeds", ich wydawniczy debiut, wręcz ocieka energią i wściekłością - d-beaty łupane z nieprzeciętną szybkością, zajebiste technicznie gitarki, elementy melancholii które da się wyczuć nawet w szybkich partiach... RAPID DOMINANCE - ten kawałek zwłaszcza daje mi największą stójkę, łaaah!! Mam ochotę zrzucić swój jesienny szal, jesionkę, okulary z grubymi oprawkami i wysokie kozaki, sprzedać bilet na Unsound Festiwal, zainwestować w starą gitarę, kilogram naszywek, zgrzewę jabola i oddać się ekstremalnej, muzycznej ekstazie. Kiedyś myślałem, że crust z USA to From Ashes Rise, His Hero is Gone i Detestation, natomiast teraz wiem, że ostatni ( w kolejności poznania ) będą pierwszymi. W tej chwili odpruwam naszywy powyższych z ostatnich pankowych ciuchów jakie mi się ostały i śledzę ebay w poszukiwaniu najbrudniejszego ekranu Masakari jaki istnieje - tym samym kończę z oddawaniem się muzycznym (i nie tylko) rozkoszom z amatorami idm, ambientu, Stójszyjów, Gryzkruszów i Żarówek, ponieważ to ja dyktuję trend pedalski - i oświadczam że od dzisiaj właśnie Masakari jest na topie, a z jakimiś heterusami puszczać się nie będę, o!

P.S Misiu, zasługujesz na jeszcze jedną szansę - udowodnij mi że kręci Cię gardłowy wokal, cięty riff i nadnaturalnie szybki d-beat, a wszystko będzie po staremu :*

Masakari - The Prophet Feeds

MySpace: http://www.myspace.com/masakaripunk

Thursday, 14 October 2010

# 783 - Tombstalker - Demo



Jeśli właśnie wróciłeś spod prysznicu w mokrych majtkach, jeśli zdjęcia na portale społecznościowe robisz z taboretem albo poduszką z kanapy, jeśli do tej pory chodzisz w komunijnych swetrach a na śniadanie wpierdalasz kanapki - samochodziki, to nawet nie zamulaj swojego i tak przeciążonego przez zyraffa.pl łącza tą pozycją. Tombstalker to taki pierd z zaniedbanej dupy rasowego brudasa z owrzodzeniem pachwin. To odór który czujesz za każdym razem gdy szturchniesz knagą trzustkę kolegi (nieprawdaż Zlewon?). To odzwierciedlenie syfów które odsłaniają się po zgoleniu wąsów przed koncertem (nieprawdaż Zlewon?). Kończąc to wprowadzenie - Tombstalker śmierdzi. Tombstalker śmierdzi oldschoolowym death/black metalem, coś jak wczesny Nunslaughter zmiksowany z Bathory. Jest d-beat, harczący, przepity wokal i ciężkie gitary. Zero melodii, cukru, perfum i Grechuty. Jest za to odór kwasów żołądkowych, dziurawej wątroby i zepsutego zęba. Tombstalker na tych dwóch numerach pokazał nam więcej pleśni, zgnilizny i ohydy niż Scenowy Dzielnicowy we wszystkich kolumnach razem wziętych. Podejrzewam, że po przesłuchaniu tego demka kilka razy pod rząd obudzicie się skuleni pod biurkiem, w swojej starej katanie, z butelką pryty pod pachą i kilkoma pustymi pod głową. Kończąc - zdecydowanie polecam wziąść prysznic przed odsłuchaniem tego krążka, bo będzie to wasz ostatni przez naprawdę długi czas.

Tombstalker - Demo

MySpace: http://www.myspace.com/tombstalkerband

Destino Final - Atrapados

Po ostatnich dwóch postach ktoś gotów pomyśleć że jestem jakimś ciapusiem z fryzem jak grzywacz chiński, paradującym w najnowszym modelu najaczy ( mam vansy. skargi składać tutaj : http://www.lastfm.pl/group/Nike%27s+NOT+Core ) i oprawkach zakrywających pół mordy. Dlatego by zdementować pogłoski o tym że wieczorami spaceruję po parku w jesiennym szalu i słucham Grechuty zbierając kasztany ( qqlxqln Ty chuju ! ) w dowód mojej analnej miłości do pewnego użytkownika ( qqlxqln kocham Cię ! ) wrzucam TO.
Święta Maryjo, ależ ten zespół ma moc! Nie ma tu kombinowania. Brak eksperymentów muzycznych. Jest za to audialne pierdolnięcie, gdzieś tak na skalę detonacji Tzar bomby. Destino Final to korzenny, brudny hardcore/punk, przy którym każdy kto jara się Siekierą, GISM czy Discharge zachoruję na priapizm. Brzmienie jak z piwnicy, ale czytelne. Wokal z delayem w tonacji desperackiego, sfrustrowanego zawodzenia jakiegoś pana Mariana na wytrzeźwiałce. 9 utworów na tym albumie powinno przypomnieć każdemu jak ma brzmieć hardcore/punk. Rewelacja.

Destino Final - Atrapados

myspace : http://www.myspace.com/guerraenmicabeza

Wednesday, 13 October 2010

The Flaming Tsunamis - Fear Everything



Ten album to soundtrack do świetlicy terapeutycznej, w której dzieciaki z ADHD dostały DMT zamiast leków. Skoczne to. Chwytliwe. Popierdolone. Z atmosferą rodem z jakiejś zwihrowanej kreskówki. Nieprzewidywalne i przedewszystkim unikalne. The Flaming Tsunamis prezentują mieszaninę hardcore i ska z masą innych influencji. Jakiś buc pewnie pomyśli że to już przecież było. Był Antimaniacs, był Leftover Crack, był Star Fucking Hipsters, ale ten album to coś zupełnie innego. Moje luźne skojarzenie to właśnie rzeczony Leftover Crack, połączony z ostatnim albumem Refused i masą dęciaków. Dodajmy do tego polityczny przekaz ( standard - od jebania po ChujEsEj , na koncernach farmaceutycznych kończąc ), poczucie humoru i cynizm rodem z Dead Kennedys i mamy TFT. Dziwię się że ta płyta nie jest puszczana na wszelkiej maści afterparty, bo w sam raz nadaję się do delirycznych pląsów na parkiecie. Nie mam zbytnio dziś weny na rozpisywanie się ,tworzenie debilnych porównań ani imputowanie Młodemu że jest pedałem, więc podzielę się tylko spostrzeżeniem że kto nie obada ten z policji. Aha. Zapuszczam też wąsy. Ponadto chciałbym uzmysłowić wszystkim że rekord w waleniu konia wynosi 36 spustów w ciągu 24 godzin.



Tuesday, 12 October 2010

# 780 - Kickback - No Surrender


Pewnie ktoś się oburzy że wrzucam tu zespół składający się z nazistów, pedofilów, gwałcicieli, szowinistów i że to zero DIY. Następnie zrobi zamęt na forum,a potem wróci do słuchania GG Allina. No. Życie.
Tak czy inaczej, po dokoptowaniu do składu gitarzysty z Arkhon Infaustus, ten zespół przeszedł zauważalną transformację inkorporując do i tak już przepełnionej noradrenaliną muzyki, dużo skandynawskich odmrożeń. O ile poprzednie płyty były dla mnie nużące ,aczkolwiek solidne, tak na ostatnim albumie prezentują mocarną jak knur, fuzję hc i bm. Jest syf, są chore histeryczne wokale, narkotyki, hejt, apokalipsa i black metalowy świerk. Świetne kompozycyjnie kawałki, dobra sekcja rytmiczna, brudne, noise'ujące zwolnienia. Zero jednostajności. Jadu się tu sączy więcej niż szerzyło z mordy Jankowskiego. Polecam raczej ludziom którzy nie dostają wzwodu przy słuchaniu April.
Ten album jest chorobliwy. Kickback to nowotwór na scenie hardcore. Przerzut padł na mój mózg w ubiegłym roku.
Diagnoza : Przejebane

"What are your favourite stories that people tell about Kickback?

There are so many! I think we got everything from rapists to fascists and Nazi’s. I hear so many stories. What’s funny is that I can’t really imagine people hating Kickback. Of course you can hate my attitude and the way I confront people and the way I talk, but most of the time people hate us for the wrong reasons. They just don’t get it. Just try to understand what we’re about and form your opinion. Even if we play hardcore or metal we have most of our roots in punk rock and even rock ‘n’ roll. I hate to say that, but if you look at the violent history of those genres, it’s nothing new nowadays. The hardcore scene is just uptight. Most bands under the banner of violence and evilness are just weak. That’s why we have that extra attitude. But if you really look into it, we haven’t done much. We’re not stabbing people or something!"

Kickback - No Surrender

myspace : www.myspace.com/kickback

Thursday, 7 October 2010

# 779 - Poltergeist - Ból Istnienia

On tego nie zna. Jebany artysta tego nie zna. Pierwszy pedał polskiego diy hc/panka spod znaku onanizmu z kolekcją 300 płyt, 200 kaset i 140gb muzy nie zna tej kapeli. Tylko dlatego stosuję tego posta. Chcę poczuć się lepszy. Po ostatnim zdaniu ostatniego akapitu pójdę wyjąć brudne rzeczy z kosza na pranie... Nie wstawiam tej kapeli, mimo że jest dobra. Bo jest dobra. Wstawiam dlatego, że to prawie materiał archiwalny, który warto przekazać dalej. Przecież oni nawet nie mają naszywek czy koszulek, zdjęcia w google grafika... O myspace nie mówiąc, więc jak scenersi mają ją znać?! Nie ważne, że w porównaniu do dzisiejszych bandów brzmi jak masowe rwanie kichy, albo że można podać parenaście kapel grających praktycznie to samo. Poltergeist jest po prostu solidny i daje fanom brudu to, co redtube.com daje dla pryszczatych gimnazjalistów - gwarancję radości. Kapela z lat 90 grająca surowego krasta po linii Silnej Woli/Disgusting Lies, a mimo to ma w sobie coś, czego nie znajdziemy w dwóch powyższych szlagierach. Od jakiegoś czasu kapela ta figuruje na mojej osobistej liście najsolidniejszych krastów w Polszy. Jak dla mnie po prostu warte zassania i posiadania w bibliotece, nawet jeśli po latach w panku jesteś zafascynowany elektronicznymi plumkaniami, Twoja orientacja seksualna stoi pod wielkim znakiem zapytania albo masz potężną kolekcję jesiennych szali w szafie. SSAĆ! (jeśli ktoś był w wojsku albo mieszka w regionie z największym skupiskiem jezior w kraju to pewnie padł na kolana - dlatego spokojnie możecie wstać, rozsiąść się w obracanym fotelu i udawać że ta komenda nie wywołuje u was odruchu Pawlova w postaci złożenia ust w literkę "O")

Poltergeist - Ból Istnienia